Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złota Polska Jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złota Polska Jesień. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 maja 2018

Złota Polska Jesień dotarła do Niemiec

(z cyklu: „Niezwykłość Natury”)



Nie wiem czy dotarła pociągiem, czy innym środkiem lokomocji, ale wiem na pewno, że dotarła. Jak co roku zresztą. Cieszę się bardzo, bo dzięki tej pięknej jesieni (m.in.), nie odczuwam aż tak wielkiej tęsknoty za Krajem. Tu jest mój dom od wielu lat, tu czuję się jak w domu. Nigdy mnie tu nic złego nie spotkało. Wręcz przeciwnie. Tu jestem szczęśliwa. Od dziecka lubię ład i porządek, a także życie wśród zdyscyplinowanych ludzi, i to pewnie dlatego, dobrze mi się tu żyje.

Trzy dni temu zabrałam malutką cząsteczkę mojej rodzinki i ruszyliśmy na wschód na przywitanie pięknej złotej jesieni.


Oto obrazki jakimi zachwycaliśmy się po drodze.







Czas wracać… a więc w tył zwrot, kierunek zachód, marsz!


Na drugi dzień, skoro świt, sama poszłam do lasu, aby rozkoszować się jego  złotojesienną szatą. Nie można siedzieć w domu, kiedy takie bajeczne obrazki czekają na człeka w lesie. Przecież są tak krótkotrwałe. Wnet złota jesień ustąpi miejsca szarudze listopadowej.

Oto obrazki jakimi się w lesie rozkoszowałam i z wielką przyjemnością utrwalałam, by móc 
się nimi jeszcze i w domu rozkoszować.







Wracając już do domu, autem, nadal widziałam tak piękne widoki, że nie mogłam się oprzeć, aby je nie uwiecznić. Przez otwarte okno, jadąc, pstrykałam jedną fotkę po drugiej. Oto kilka z nich:


Po lewej stronie widać krzyż na szczycie góry.


Achtung, scharfe Kurve!... Uwaga, ostry zakręt!



Zjeżdżam z góry, podziwiając piękne widoki, i pstrykając fotki oczywiście. Zaraz 
będę na swojej ulicy.


Wjechałam na swoją ulicę. Piękne mam widoki, nieprawdaż? 




Jeden z domów na mojej ulicy... bardzo jesienny dom.


Kiedy wróciłam do domu i odpaliłam kompa, czekał na mnie jeszcze jeden obrazek Złotej Polskiej Jesieni. Córka mi przysłała. No proszę, widać, że podobnie jak ja, z samego rana podziwiała to piękno nad naszym miastem.


Zdjęcie zrobione komórką.


A to mój ulubiony obraz Złotej Polskiej Jesieni… w Polsce oczywiście. Obraz ten 
wisi u mnie w kuchni na ścianie.


Sam obraz może nie jest najwyższych lotów i dużej wartości sobą nie przedstawia, ale dla mnie tak, i to nawet dużą, bo sentymentalną. Obraz ten kupiłam w swoim mieście w Polsce. Namalowany został przez naszego lokalnego malarza. Dlaczego ma dla mnie taką wartość sentymentalną? Wystarczy popatrzeć na rok, w którym został namalowany. 1989. Jest to więc pierwsza Złota Polska Jesień w Niepodległej Polsce. Dla mnie dodatkowo jeszcze - jest to czas, w którym wyjechałam do Niemiec. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że na stałe.

***

A to dzisiejsze dzieła Matki Natury… 



Było burzliwie, deszczowo, i wietrznie, ale bardzo pięknie… i bajecznie.


Zachęcam do spacerów w tak cudownych 
okolicznościach złotojesiennej 
przyrody.

HKCz
(24.10.2013.)

czwartek, 15 lutego 2018

Polska Złota Jesień... w Niemczech

Pogoda u nas przepiękna. Codziennie cieplutko, słonecznie, aż miło. Przeniosłam się więc z filiżanką kawy do ogródka, by pod parasolem poczytać i popodziwiać swoje cudowne słoneczniki, które tego roku obrodziły jak nigdy dotąd. O, proszę zobaczyć, jakie są cudowne.

 



Siedziałam tak sobie zadowolona, czytając i co rusz zerkając na to cudo natury, kiedy nagle mi się przypomniało, że jutro w Niemczech wielkie święto — Tag der Deutschen Einheit – kolejna rocznica Zjednoczenia Niemiec, a to dla normalnego śmiertelnika oznacza, że wszystkie geschefty (geschäfte – sklepy) będą zamknięte.

Zerwałam się natychmiast ze swojego wygodnego fotela i wte pędy pognałam do miasta. Nie, nie o zakupy mi chodziło, a o wysłanie paczki dla mojej mamy do Polski. Bo też w każdą sobotę przyjeżdża do naszego miasta auto z firmy transportowej, która trudni się przewozem do Polski wszystkiego co się chce i co się tylko da… czyli zmieści się w aucie.

Korzystam z usług tej firmy, ponieważ często wysyłam mojej mamie różne paczki, paczuszki. Czasami też i innym członkom rodziny. No i właśnie w sobotę miałam zamiar wysłać mojej mamie lekarstwa i kilka drobiazgów. Skoro jednak sobota jest dniem świątecznym, to wiadomym jest, że transport przyjedzie dzień wcześniej.

Do transportu dotarłam w ostatniej chwili. Na szczęście zdążyłam. Kierowca, który zajmuje się również przyjmowaniem paczek, szeroko się do mnie uśmiechnął i od razu zaczął mi oferować sprzedaż polskich artykułów spożywczych. Bo to też należy do jego zakresu obowiązków. Czasami coś tam kupuję, ale najczęściej słodycze. Na przykład chałwę, bo lubię, albo ptasie mleczko, bo moje dzieciaki lubią. Też i kasze: gryczaną i jęczmienną, bo wszystkim nam smakują. No ale dzisiaj kierowca uparł się wręcz, aby mi sprzedać przede wszystkim kiełbachę i rolady w słoiku.

Niechże pani kupi. Kiełbasa pierwszy sort, a rolady palce lizać — zachwalał i nawijał jak najęty. — Sam je często jadam w drodze, to wiem. Do nich może pani tylko kluski śląskie dorobić i modrą kapustę i śląski obiad ma pani jak się patrzy. No przecież Ślązaczką pani jest, to chyba pani wie, co to za pychota to nasze śląskie żarcie. Kupi pani kilka słoików i bez większej roboty nakarmi pani całą rodzinę.

No nie, ja miałabym kupować mięsiwo, rolady w słoikach? O nie! Nie dam się rolować na takie rzeczy. Co to, to nie! Raz, że moje dzieci są już samodzielne i też żywią się samodzielnie, a drugi raz, że ani ja, ani one nie zwykliśmy jadać przetworzonego żarcia. Po co mi więc te rolady śląskie?

A tak swoją drogą, to jaka tam ze mnie Ślązaczka? Że na Śląsku urodzona jestem to wcale nie oznacza, że nią jestem. Jak już, to przyszywaną. Bo też nie z własnej woli moi rodzice mnie akurat na Śląsku spłodzili. Zostali do tego zmuszeni. Przez Sowietów. Ta swołocz (nie mam zamiaru przepraszać za to słowo) wyrzuciła ich z ich kochanego Podola na Ziemie Odzyskane, grabiąc im wcześniej cały ich ogromny majątek, z kopalnią odkrywkową włącznie. Niedawno redagowałam mojej mamy autobiografię, więc znam dokładnie tamte potworne wydarzenia… I stąd też wiem, że Ślązaczką ni jak być nie mogę.

Co zaś się tyczy jedzenia, przyznam szczerze, że ostatnio nie za bardzo lubię gotować, ale co prawda, jeść też nie. Jedynie moje oczy czasami lubią. Mój organizm zaś natychmiast się buntuje, kiedy wciskam mu coś nieodpowiedniego. Zwłaszcza kiedy jestem w Polsce i „przymusowo” pałaszuję kiełbachy, mięsiwa, zawiesiste sosy, tłuste zasmażki, przeróżniste ciasta… itd… itp. Przymusowo, bo inaczej nie wypada. Wszak wszędzie mnie serdecznie goszczą. Po polsku. Tradycyjnie. Wracam potem do domu z brzuchem jak balon. Dobrze, że od dziecka mam we krwi zakodowany sport, to umiem sobie szybko poradzić z takim niepotrzebnym balastem.

Już dawno temu, kiedy jeszcze w Polce mieszkałam, przeszłam na wymyśloną przez siebie dietę, w której królują przede wszystkim sery, surowe warzywa, jarzyny, kiełki, owoce… Mięcha bardzo mało. Jak już, to drób i ryby. I wcale mi o kalorie nie chodzi. Nie mam problemów z tyciem. Nigdy też pulchna nie byłam… No, może tylko w ciąży.

Nie wiem sama, czemu tak ze mną jest. Może akurat u mnie atawistyczne pozostałości po naszych praprzodkach bardziej dają znać o sobie… i dlatego taka roślinożerna jestem. Podobnie jak diplodok. Tyle że ja mam lepiej od niego, gdyż do mojego osobistego procesu trawienia kamieni połykać nie muszę, tak jak on… musiał. A czuję się wyśmienicie, i to tak jak on po pochłonięciu, bagatelka, tony paproci.

Sprawy pozałatwiałam pomyślnie, więc na powrót siedzę sobie w moim ogródku i… zajadam polską chałwę. Bo kupiłam. A co będę sobie żałować. Ptasie mleczko też kupiłam. Jutro wpadną do mnie dzieciaki na obiad (czasami im na weekend gotuję) to na deser będzie jak znalazł.

Pogoda nadal wspaniała. Byczę się więc dalej… Och, jak przyjemnie! Zaraz, która to godzina? Dokładnie szesnasta. A niebo ciągle skąpane w błękicie.




Wygląda na to, że Polska Złota Jesień przeniosła się do Niemiec już z kretesem. Coście jej Rodacy w Polsce zrobili?... A może jednak gości w obydwu krajach? Solidarnie. Jak przystało na dobrosąsiedzkie relacje.


HKCz
2.10.2009