Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura osobista. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura osobista. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 marca 2018

Chamstwo jest ponadnarodowe

Naszła mnie dzisiaj ochota na Hefezopf, czyli chałkę. Poczłapałam więc do Konditorei (cukiernia). A że jedna z wielu Konditorei w moim mieście mieści się dwie ulice dalej od mojego domciu, poszłam piechotą. Nie ruszałam mojego autka. Bo i po co. Stoi pod domem przykryte, to niech sobie stoi. Rano, kiedy wróciłam z wędrówki po lesie, przykryłam go pokrowcem, gdyż zapowiadali nowe opady śniegu. Jutro będę miała mniej roboty z jego odśnieżaniem, a zwłaszcza z odmrażaniem szyb. Nie cierpię drapać zamarzniętych szyb. To drapanie, to jest jedyny powód, że czasami wkurzam się na zimę. No to żeby się jak najrzadziej wkurzać, zapobiegliwie staram się szyby przynajmniej przykrywać… Zaraz, przecież ja nie o swoim aucie chciałam. Chciałam o chamstwie. A moje autko z żadnym chamstwem nie ma nic wspólnego. OK, to już mówię na temat… A więc tak:

Kiedy już z zakupioną chałką wracałam do domu, podgryzając ją po drodze co rusz (pachniała tak bardzo, że nie sposób było oprzeć się pokusie), zobaczyłam na ulicy mężczyznę i kobietę, którzy rozprawiając o czymś, zawzięcie gestykulują. Podchodząc bliżej, usłyszałam, że się kłócą. Mało tego, zrozumiałam, że choć kłócą się po niemiecku, to jednak nie są to Niemcy. No, przynajmniej nie tak do końca. Zawsze poznaję po akcencie z jakiego kraju pochodzą ludzie. Tym razem też poznałam. Bezbłędnie. Mężczyzna wykrzykiwał coś tam z polskim akcentem, a kobieta z rosyjskim. Z tym, że mężczyzna najwyraźniej był tym atakującym i nie przebierał w słowach… W chamskich słowach. Kiedy byłam już przy nich blisko, nie wytrzymałam i odezwałam się do tego mężczyzny (oczywiście po polsku):
A cóż to pan tak wykrzykuje, przecież kobietę ma pan przed sobą?!
Przecież to Ruska! –— huknął w odpowiedzi mężczyzna.
O masz! To znaczy co, że Rosjanka, to nie kobieta? To nie człowiek? — odrzekłam, rozdziawiając buzię ze zdziwienia.
Mężczyznę na małą chwilkę zatkało, ale wnet odzyskał rezon i zaczął do mnie wykrzykiwać, tłumacząc, co też za winę popełniła owa kobieta. Parę razy musiałam faceta upominać, żeby do mnie nie podnosił głosu, bo raz, że głucha nie jestem, a drugi raz, że to wstyd w taki sposób zwracać na siebie uwagę. Nie na wiele się zdało to moje upominanie, bo facet tak bardzo był zacietrzewiony, że już pewnie inaczej nie mógł. No i co się okazało? Otóż okazało się, że kobieta ta zaparkowała sobie auto pod ich wspólnym domem, na miejscu, gdzie on wcześniej odgarnął śnieg, by postawić tam swoje auto. Potem jeszcze gdzieś pojechał i kiedy wrócił, na miejscu tym stało już auto tej kobiety. No i z tego właśnie powodu, wzięli się za czuby. Głośno i po chamsku.


Faktycznie, muszę przyznać, że w czasie zimy jest problem z zaparkowaniem aut na ulicach naszego miasta. To stare miasto i mieści się w kotlinie, uliczki są wąskie, zwłaszcza te, które pną się ku górze. Kiedy więc w innych porach roku problemu z parkowaniem nie ma żadnego, gdyż miejsca do tego celu przeznaczone są oznakowane wzdłuż ulic, z obydwu ich stron, to w zimie, gdy dużo śniegu napada, problem ten się pojawia. Odśnieżające ulice pługi nie mają już gdzie śniegu zepchnąć, to spychają go na jedną stronę ulicy, tym samym, blokując tam możliwość parkowania. Wszystkie auta muszą się wtedy pomieścić z jednej tylko strony ulicy. A że tutaj niemalże każda rodzina ma auto, a niekiedy nawet po kilka, to z zaparkowaniem aut czasami jest nie lada kłopot. Niektórzy, co mnie bardzo śmieszy, odśnieżą sobie kawałek ulicy i w tym miejscu, w kupkę śniegu, wbijają szyld o treści: „Ich habe für mich gebannt” (tłum. „Odśnieżyłem dla siebie”) i pod tą treścią wypisują numer rejestracyjny swojego auta. O właśnie tak to wygląda.



Śnieg się pomału topi i już go niewiele zalega na ulicach, ale szyld nadal tkwi. Co za ludzie?! No tak, zapowiadali nowe opady śniegu… (śmiech).

(8.02.2010)


Dopisek z dnia 19.02.2010 r. 

Okazuje się, że takie oto szyldziki, jak na powyższym zdjęciu, to pestka, bo w Polsce bywają jeszcze lepsze. Ależ się uśmiałam, czytając dzisiaj moją polską gazetę "Samo życie", kiedy przeczytałam, że w Opolu na parkingu jednego z osiedli, ktoś ustawił szyld następującej treści: — "Usuwałem śnieg łopatą przez dwie godziny. Wara mi stąd, bo dam w ryj!" No czyż nie wspaniały szyld? Wprost rozbrajający!... Samo życie!!!

Śmieszy mnie to bardzo, bo raz, że jest to bezprawne, a drugi raz… bezczelne. No bo jak to tak? Ulica jest dla wszystkich, a takie zajęcie sobie jej kawałka jest zupełnie bezprawne. W ten sposób można postępować tylko wtedy, kiedy miejsce do parkowania jest opłacone, i to specjalnie wyodrębnione, nie na ulicy. No ale widać, że ludzie, jak to ludzie, chwytają się różnych sposobów, byleby sobie ulżyć, nie bacząc na to, że nie jest to w porządku wobec innych, a nawet, że nie jest to zgodne z przepisami. Mi samej też się nieraz tak zdarza, że odśnieżę sobie spory kawał pod moje auto, a kiedy tylko gdzieś pojadę, to po powrocie miejsce to jest już zajęte. Pewnie, że zła jestem wtedy, ale nic poza tym. Łapię się po prostu za łopatę i odśnieżam sobie inne miejsce. A przy takiej wysiłkowej pracy, złość szybko mija.

W końcu miałam już dość wrzasku tych dwojga zacietrzewionych sąsiadów, bo kiedy na początku owa kobieta niewiele przy mnie pyskowała, tylko przysłuchiwała się o czym mowa po polsku, to z chwilą, zaczęła coraz bardziej. Mimo, iż stawałam przecież w jej obronie, jako kobiety. Zorientowałam się, że nic tu po mnie, że moje argumenty (w obu językach) do żadnego z nich nie docierają. Odeszłam więc od nich, i spokojnym krokiem, poszłam dalej w górę ulicy. Po chwili, usłyszałam za plecami głośne słowa tej kobiety:
—  Wot Polaki, pany wielikoje… swołocz proklata!

No nie, na moment mnie przymurowało, ale w końcu, nie odwracając się nawet, buchnęłam śmiechem i poczłapałam dalej, w kierunku mojego domu, w kierunku mojej oazy spokoju… wolnej od wszelakiego chamstwa.
Na wspomnienie słów tej kobiety, parę razy jeszcze i w domu śmiechem buchałam… No bo czy jest lepsza metoda na chamstwo? Chyba jeszcze nikt lepszej nie wymyślił.

Widok na moją ulicę.


W drodze do domu uwieczniłam widok mojej ulicy… Kłócących się
Niemców - różnego pochodzenia - wywaliłam z kadru. A co będę chamstwo uwieczniać.


HKCz
(8.02.2010)

środa, 7 lutego 2018

Kultura osobista

O kulturze można mówić dużo i długo. Kultura, to temat rzeka. A i termin wieloznaczny. Pierwotnie termin cultura wiązał się z uprawą roli, bądź hodowlą zwierząt i oznaczał przekształcanie naturalnego stanu zjawisk przyrody w stan bardziej użyteczny i przydatny człowiekowi. Po raz pierwszy w nowym znaczeniu termin ten został użyty w ostatnim stuleciu przed naszą erą przez Cycerona, który w dziele „Disputationes Tusculanae” użył sformułowania cultura animi (co oznacza: uprawa umysłu) w celu określenia pierwszej w literaturze koncepcji filozofii. Nowoczesne zastosowanie pojęcia kultury pojawiło się natomiast pod koniec XVII, użyte przez Samuela Pufendorfa w pracy „De iure naturae et gentium”, gdzie zamieścił on słowa takie jak: kultura, czy cultura animi na oznaczenie wszelkich wynalazków wprowadzonych przez człowieka (takich jak instytucje społeczne, ubranie, język, moralność kierowaną przez rozum i obyczaje). To m.in. można przeczytać w Wikipedii.

Zastanawiam się więc, o jakiej kulturze też by tu zacząć, skoro tyle jej dziedzin mamy obecnie… O, chyba już wiem! O kulturze osobistej. Dlaczego? No bo też od niej, od kultury osobistej człowieka, zależy poniekąd rozwój wszystkich pozostałych dziedzin kultury. No dobrze, to co to takiego jest ta kultura osobista, że aż tak ważna jest w naszym życiu? Zapewne każdy z nas wie, że kultura osobista to taki nasz wewnętrzny głos, który podpowiada nam jak mamy się zachować w danej sytuacji. Bo przecież odpowiednie, kulturalne zachowanie oznacza, że coś sobą reprezentujemy. Każdy też wie, że kultura osobista to także nasz wygląd. Pamiętamy o starym przysłowiu: „Jakim Cię widzą, takim Cię piszą”. Kiedy inni widzą nas dobrze, jesteśmy szanowani i łatwiej nam przychodzi wiele rzeczy, ponieważ inni liczą się z naszym zdaniem i uważają nas za osoby na poziomie. Warte szacunku, poważania.

Kultura osobista to nie tylko nienaganne maniery i wygląd, ale również wysoki poziom edukacji ogólnej i logicznego myślenia. To wreszcie nasze dbanie o zdrowie, higienę, dom, rodzinę, miejsce pracy, wypoczynku.

Każdy z nas się stara (no, może jednak nie każdy, ale wielu), aby reprezentować sobą wysoką kulturę osobistą. Nie wszystkim to jednak wychodzi. Bo też ciągle o jednych się mówi: prostak, gbur, cham, a o innych: ma klasę, ma styl.

Każdy z nas pragnie zaznaczyć czymś swoją osobę. Staramy się wyróżnić wyglądem, stylem bycia, wiedzą, odwagą... Problem w tym, że jedni zyskują aprobatę i sympatię, inni nie. I ci inni, nawet gdy są osobami wykształconymi, też nie zyskują. Ponieważ ich chamstwo, ich przejawy nienawiści dyskwalifikują ich całkowicie z miana ludzi kulturalnych.

A wydawać by się mogło, że ludzie z wyższym wykształceniem powinny być dobrze wychowani, kulturalni. Bo dlaczegóż by nie, skoro mają wiedzę, potrafią mówić o ważnych rzeczach... Nic bardziej mylnego. Niestety. Okazuje się, jak życie pokazuje, wykształcenie nie idzie w parze z kulturą osobistą.

Są ludzie, którzy tak jakby z natury są kulturalni i mają taki sposób bycia, i są też tacy, którzy, też z natury, są niekulturalni, chamscy, nienawistni. Przekonujemy się o tym na co dzień.

Wiele jest takich, którzy, choć są wykształceni i mają dużą wiedzę, nie potrafią się nią szczerze dzielić z innymi. Potrafią się nią tylko chełpić. Z ich wiedzy niewiele możemy skorzystać, gdyż w zetknięciu z ich chamstwem, brakiem kultury osobistej, omijamy ich szerokim łukiem. Znamy takich wielu.


Wychodzi więc na to, że to nie literki przed nazwiskiem robią z człowieka człowieka. Takich niekulturalnych, chamskich ludzi, żaden magister, żaden doktor, żaden nawet profesor przed nazwiskiem — nigdy nie zmieni.

***

Mam taką koleżankę, która zawsze się bardzo stara, żeby być miłą i lubianą. Podchlebia się wszystkim, nieustannie komplementuje znajomych, ba, nawet obdarowuje ich przeróżnymi drobiazgami, a jednak nie zyskuje sympatii w moim otoczeniu. Dlaczego tak jest? Ano dlatego, że w jej zachowaniu czuje się jakąś sztuczność, brak szczerości. Każdy z nas ma takie odczucie, że ona wszystko to czyni po to, aby zdobyć aprobatę. No i niestety nic jej z tego nie wychodzi. Już zawsze będzie źle odbierana przez otoczenie, bo nie ma tego „czegoś”. Brakuje jej klasy.


A jak jest z nami? Jak jest z naszą kulturą osobistą? Czy mamy klasę?


HKCz
29.08.2009