Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tran. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tran. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2018

Polacy kochają leki i pochłaniają je tonami


Jak podają polskie media, Polacy bez opamiętania nadużywają leków. Skąd to się bierze? Czyżby edukacja zdrowotna społeczeństwa polskiego względem leków była niedostateczna? A może to postępująca hipochondria trawi Polaków?

Sytuacja w polskiej służbie zdrowia jest ciągle daleka od poprawnej, to fakt, ale jest też i druga strona medalu, też przerażająca — polscy pacjenci, którzy do przesady wykupują leki (nawet na zapas) i pochłaniają je w ogromnych ilościach. A przecież leki to nie cukierki. Przesadna miłość Polaków do leków jest obecnie aż nazbyt widoczna. W 2013 roku wydali na nie ponad 18 mld złotych.

W przypadku wielu dolegliwości trapiących nas na co dzień można przecież wykorzystać domowe sposoby. Jest wiele ziół, wiele substancji leczniczych pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, które w wielu przypadkach mogą zastąpić leki pochodzące z firm chemii farmaceutycznej. Po co napychać czyjeś przepastne kieszenie, jeśli w wielu przypadkach sami sobie możemy pomóc? Oczywiście chodzi tu o osoby relatywnie zdrowe. Poważnie chorzy niestety muszą się leczyć farmakologicznie, a tym samym, dawać zarobić coraz bardziej zachłannym korporacjom farmaceutycznym.

Z roku na rok rośnie ilość sprzedawanych w Polsce medykamentów. Polacy prześcignęli już przodujących dotąd w Europie Francuzów. Bardzo to niepokojące, zważywszy na fakt, że każde lekarstwo to także trucizna, tyle że spożywana w małej ilości. Chemia to chemia i pompowanie jej bez umiaru do organizmu tylko dlatego, że kupuje się ją w aptece kojarzonej ze zdrowiem — jest zwyczajnie szkodliwe. A wiele osób niestety zażywa leki choć nie jest to konieczne, ot tak, z przyzwyczajenia. Albo z byle powodu, często nie czytając nawet załączonej ulotki. Nie mogą więc, albo i nie chcą, zdać sobie sprawy z tego, jak szybko można się uzależnić od danego specyfiku. I to nie tylko psychicznie, bo z czasem też i fizycznie. Najwyraźniej edukacja zdrowotna społeczeństwa polskiego w tym względzie jest niedostateczna.

Myślę, że Polacy rzeczywiście bez opamiętania nadużywają leków. Przesadzam? Chyba nie. Wystarczy prześledzić badania CBOS-u, aby się przekonać. A z nich wynika, że aż 80% dorosłych Polaków zażywa leki. A spośród tych bez recepty najpopularniejsze są przeciwbólowe i przeciwzapalne, na przeziębienie oraz witaminy i minerały. I co gorsza, tendencja jest wzrostowa. Wymowne są także odpowiedzi na pytania CBOS-u. Otóż badani pytani o ocenę swojego stanu zdrowia w większości, bo 54%, określali go jako dobry. Niezadowolenie wyrażało 15 % ankietowanych, a prawie co trzeci, czyli 31 %, określało swoje zdrowie jako — ani dobre, ani złe. Kto więc zażywa te wszystkie leki? Odpowiedź nasuwa się sama.

Wielu lekarzy z kolei uważa, że jeśli pacjentom nie przepiszą jakiegoś leku, wychodzą z gabinetu lekarskiego zawiedzeni, ba, czasem wręcz obrażeni, więc im przepisują. (Czy mają w tym i swój interes, nie wspominają). I koło się zamyka. A dzięki temu firmy farmaceutyczne mają się świetnie. Tym bardziej, że na ich zyski wpływają także pochłaniane przez Polaków leki bez recepty, a także suplementy diety.

Mam w rodzinie jedną taką starszą osobę, która przez całe życie wciskała w siebie mnóstwo leków, chociaż w zasadzie nigdy poważnie nie chorowała. Nigdzie się też nie ruszała bez swojego haftowanego woreczka z tymi kolorowymi „cudeńkami”. Czasami sobie z niej żartowałam, że przez tę chemię, jaką przy sobie i w sobie nosi, dojdzie w niej kiedyś do reakcji chemicznej (zjawiska fluorescencji) i w nocy będzie świecić niczym robaczek świętojański. Żarty żartami, ale w sumie to jest mi jej bardzo żal, że przez tyle lat tak bardzo szkodziła swojemu zdrowiu. Bo czy teraz szkodzi, w wieku 80 lat? Sama już nie wiem. Teraz pewnie tę chemię zażywać już musi, teraz naprawdę poważnie choruje.

Osobiście mam awersję do leków pochodzenia chemicznego. Bo jakby nie patrzeć, mają one także skutki uboczne. Od dziecka czuję ogromną niechęć do tabletek i też rzadko je zażywam. Pamiętam, że jak moje dwie starsze siostry chorowały, zarażając się jedna od drugiej, Mama profilaktycznie także i mnie kładła do łóżka i faszerowała tabletkami. Właściwie to próbowała faszerować, bo kiedy się odwróciła, wypluwałam wszystkie do garści. I muszę przyznać, że rzadko kiedy byłam chora. Potem, jak już byłam dorosła, leczyłam swoje dzieci i siebie w większości ziołami. I tak jest do dziś. Moja domowa apteczka jest w zasadzie pusta. Czasami miałam w niej jakieś tam witaminy, czy minerały, ale od kiedy piję zrobione przez siebie green smoothie mam w niej tylko materiały opatrunkowe.

 

Jak już wspominałam, jest wiele domowych sposobów, wiele ziół, wiele substancji leczniczych pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, które przy różnych naszych dolegliwościach znakomicie mogą zastąpić chemiczne i syntetyczne środki farmakologiczne. Na przykład czosnek, tran, cebula, siemię lniane, goździki... etc. Zawarte w nich substancje czynne znakomicie wpływają na nasze zdrowie.

O ich dobrodziejstwie pisałam już wcześniej. Oto linki: czosnek; tran

 
HKCz
26.03.2014
 

środa, 4 kwietnia 2018

Tran dobry na wszystko

W poniższym wpisie pisałam o czosnku (<kliknij) i jego dobroczynnym działaniu na organizm ludzki. Dzisiaj napiszę o innym, bardzo ważnym suplemencie mojej codziennej diety. Jest nim tran. Równie dobroczynny.
Tran, wielu z nas, kojarzy się z pewnością z przykrym doświadczeniem przedszkolnym, kiedy to ustawieni w szeregu, z rozdziawionymi buziami, po kolei musieliśmy go łykać, podawany dużą łychą przez panią przedszkolankę. Fuj, to było straszliwe obrzydlistwo! Ale to było w dzieciństwie. Teraz, kiedy jesteśmy dorośli, do tranu podchodzimy z pewnością inaczej. Rozsądniej. No, przynajmniej ja tak podchodzę. Bo też od wielu, wielu lat, jestem wręcz fanką tranu, i łykam go codziennie. Z tym, że w kapsułkach, nie z butelki. Z tranem w butelce, też mam przykre doświadczenia, i to już z dużo późniejszego okresu, bo z młodości, kiedy to całą butelkę tranu wypiłam na eks. Pisałam o tym pod koniec mojego wspomnienia pt. "Kanonier z przypadku" (<kliknij - jeśli masz ochotę dowiedzieć się, co mnie skłoniło do tak desperackiego kroku). Pomna więc swojego przykrego doświadczenia, od kiedy jestem dorosła, tran kupuję jedynie w kapsułkach.
Cóż to więc takiego, ten tran, że tyle dobrego się o nim pisze? Z pewnością każdy wie, że to ciekły tłuszcz o charakterystycznej woni i smaku, otrzymywany ze świeżej wątroby ryb z rodziny dorszowatych, halibutów lub rekinów. Przed wiekami, głównym źródłem, z którego pozyskiwano tran, były wieloryby.
Substancjami czynnymi tranu są: witaminy A, D, wielonienasycone kwasy tłuszczowe z grupy omega-3 oraz brom i jod.
Tran od XVIII wieku stosowany był jako jedyne lekarstwo na krzywicę. Według obiegowych opinii ówczesnych lekarzy, tran wzmacniał także kości i zęby, przyspieszał ich wzrost, oraz poprawiał wzrok i apetyt. Ale dopiero na początku XX wieku lekarze potwierdzili i udowodnili właściwości lecznicze tranu. Od tej pory, tran, stał się bardzo cenionym, naturalnym lekiem.
Szczególnie wysokie zapotrzebowanie na tran ze względu na źródło witamin A i D ujawniło się po drugiej wojnie światowej, ze względu na powszechny niedobór tychże witamin w tamtym czasie. Jak już wspominałam, w latach 60 i 70 poprzedniego wieku, tran, ze względu na swoje właściwości, podawany był w ramach profilaktyki zdrowotnej dzieciom w przedszkolach. Niestety w późniejszym okresie tran przestał być popularny, ponieważ jego płynna niesmaczna i nieprzyjemnie pachnąca forma nie wytrzymała konkurencji wprowadzonych na rynek syntetycznych witamin A i D. Dopiero wyniki badań duńskich naukowców w latach 70, wskazywały na istotną rolę kwasów tłuszczowych typu omega-3 w prewencji chorób układu naczyniowo-krwionośnego oraz wzmocnieniu systemu odpornościowego organizmu. Naukowcy udowodnili także, że tran dodatnio wpływa na zdrowie oczu i skóry, łagodzi objawy astmy i łuszczycy, zapobiega stanom zapalnym. Obniża również poziom cholesterolu.
Tran jest szczególnie wskazany w czasie wytężonej pracy umysłowej, i fizycznej. Ma doskonały wpływ na polepszenie koncentracji. Kiedyś czytałam, że w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii a także w Polsce, na grupie dzieci ze szkół podstawowych zostały przeprowadzono bardzo ciekawe badania. Otóż podawano dzieciom codziennie dawkę tranu i badano jego wpływ na poprawę koncentracji i uwagi. Badanie zakończyło się powodzeniem, a zadowalające wyniki, udowodniły ogromny wpływ nienasyconych kwasów tłuszczowych zawartych w tranach rybich na rozwój, koncentrację i skupienie uwagi u dzieci. Efekty były widoczne, a w podsumowaniu badania, autorzy pisali miedzy innymi o poprawie logicznego myślenia, zapamiętywania, koncentracji, uwagi, zmniejszeniu nadpobudliwości psychoruchowej u niektórych badanych.

Wyodrębnione z tranu wielonienasycone kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3, przede wszystkim kwas alfa-linolenowy i jego pochodne, przeciwdziałają chorobie wieńcowej, zmniejszają stężenie trójglicerydów we krwi, obniżają jej krzepliwość, zapobiegają tworzeniu się zakrzepów i zmniejszają ryzyko choroby niedokrwiennej serca i miażdżycy. Te zalety przemawiają za przyjmowaniem kapsułek z tranem m.in. przez kobiety w ciąży. Tran pomaga także uregulować nadciśnienie krwi oraz zmniejszyć reumatyczne bóle stawów i artretyzm.
Potwierdzono również, że tran pomaga chorym z reumatoidalnym zapaleniem stawów. Łagodzi ból i spowalnia proces niszczenia chrząstki stawowej. W starszym wieku zapobiega osteoporozie. Zapobiega chorobom wzroku i skóry. Powoduje także zwiększoną odporność na nowotwory.
Ważne dla kobiet: tran działa wspomagająco podczas odchudzania, a w okresie menopauzy - łagodzi jej skutki.
Mając na uwadze niezaprzeczalne dobrodziejstwo tranu, gorąco go polecam każdemu. Jeśliby jednak ktoś nadal miał opory przed zażywaniem tranu ze względu na jego smak i zapach... hihihi...! bo co tu ukrywać, czasami po zażyciu kapsułki potrafi się tranem odbić, to informuję, że jest już i na to sposób. Producenci już o to zadbali, i w celu maskowania smaku i zapachu, dodają do tranu sztuczne aromaty, np. cytrynowy, czy też pomarańczowy.

No to na zdrówko... Prost!


...prosto z buteleczki.


Tylko proszę nie przedawkować, tak jak mi się to zdarzyło w młodości (o czym wspominałam wyżej), bo też tran zawiera witaminy rozpuszczalne w tłuszczach, a więc kumulujące się w organizmie. Nie należy więc stosować tranu ponad zalecaną dzienną normę by nie doszło do hiperwitaminozy i związanych z tym działań ubocznych... A te działania uboczne są okropne! Do dziś je pamiętam... Fuuuj! Tranowa Halszka

HKCz
(23.01.2011.)