Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wycieczki-Wędrówki-na Sportowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wycieczki-Wędrówki-na Sportowo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 września 2018

Za miastem jesień czuć już intensywnie



Chociaż pogoda cały czas jest  iście letnia, bo też temperatura codziennie sięga powyżej 25 st., to jednak powietrze od kilku dni wyraźnie pachnie jesienią. Wystarczy otworzyć okno. Każda pora roku ma swój specyficzny zapach. Jesień też. A ja mam szczególny dar, czyli nos, do wyczuwania tych zapachów. Bo też nos mam nie od parady. :D Natura obdarzyła mnie dość wydatnym nosem. Kościuszkowskim, jak śmieją się moi bliscy. No może z wyglądu rzeczywiście jest trochę podobny, a po złamaniu go, którego doświadczyłam w dawnych latach, jeszcze bardziej się upodobnił, to jednak nauczyłam się go akceptować. A przede wszystkim mieć z niego pożytek. I mam. Doskonały węch. Wszystko nim wyniucham. To jakbym też miała jesieni nie wyniuchać? 

Jeżdżąc rowerem na wycieczki rowerowe po leśnych drogach, mam tę okazję, że wszystkie pory roku wyczuwam o wiele wcześniej niż w mieście. Tak samo było z obecną jesienią. Jakieś dwa tygodnie temu już ją czułam jak zakrada się do nas. 

Ale ja lubię jesień. Nauczyłam się ją lubić już wiele lat temu. Odkąd mieszkam tu gdzie mieszkam... Wśród lasów i pięknej przyrody. Nie zamieniłabym tego miejsca na żadne inne.





środa, 1 sierpnia 2018

Ludzie kochający naturę są szczęśliwi


Z doświadczenia wiem, że to szczera prawda. Znam takich ludzi. Sama też do nich należę. Moje dzieci ze swoimi dziećmi również. I to mnie cieszy podwójnie.
Mam to szczęście w życiu, że mogę mieć bliski kontakt z naturą. Zawsze do tego dążyłam, aby tak właśnie było. W mieście się dusiłam. Brakowało mi powietrza, przestrzeni, zieleni, śpiewu ptaków.
Kiedy przez naście lat przyszło mi mieszkać w bloku, czułam się tak, jakby mi ktoś skrzydła podcinał. Nie poddawałam się jednak. Nieustannie szukałam możliwości wybycia za miasto, na łono natury. Do pobliskich lasów. Na łąki, pola. Nad wodę. 
Zawsze wiedziałam, że muszę swoim życiem tak pokierować, aby bliski kontakt z naturą mieć na co dzień. Udało się. Mam. Teraz już mogę być w pełni szczęśliwą. 

Nasza ostatnia niedziela minęła nam bardzo miło i rodzinnie. Oczywiście na łonie natury. Całe popołudnie spędziliśmy nad pobliskim jeziorem. Wieczorem, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi, ruszyliśmy w kierunku domu. Po drodze zatrzymaliśmy się jednak, aby podziwiać zachód słońca. Zobaczyć, jak chowa się za szczytami gór.  

Wrażenie niesamowite. Człowiek jakiś taki jakby uwznioślony wracał do domu... Serio! Co widać na poniższych fotkach. :) 





A teraz pędem do auta. Słońce pożegnane... Czas na kolacje. 

niedziela, 22 lipca 2018

Z aparatem fotograficznym przez las

Wybrałyśmy się z Córką na małą wycieczkę po lesie. Tym razem same. Towarzyszył nam tylko nasz pies Labradoodle. A wybrałyśmy się po to, żeby porobić trochę letnich zdjęć. Córka oczywiście ze swoim profesjonalnym sprzętem, a ja tylko ze swoim małym aparacikiem fotograficznym. Córka robi niezwykłe, artystyczne zdjęcia. Niektóre z nich można zobaczyć na Instagramie, Facebooku i Amazonie. Ale przede wszystkich można tam zobaczyć jej piękną biżuterię, jaką tworzy ze szlachetnych kamieni. Oto linki do jej profilu:

Instagram > https://www.instagram.com/joylii.design/
Facebook  https://www.facebook.com/designbeabarbedet/
Amazon    > LINK   

Kilka jej dzieł pokażę w kolejnym poście.


A póki co, jazda po lesie... i pstryk... i pstryk... i pstryk! ;)



Córka fotografuje dziurę w jaskini... 


Ja byłam szybsza... bo mam zwykły, mały aparacik. ;)


Córki zdjęcia są profesjonalne. Artystyczne. Robienie takich zdjęć
 jest czasochłonne.



Czasochłonne... No przecież dobrze mówię. Co nie?

sobota, 14 lipca 2018

Lato trwaj, boś piękne i radosne


Wszyscy w mojej Rodzince kochamy przyrodę. O każdej porze roku. A już wiosną i latem szczególnie. Jak tylko możemy, wybywamy w plener. Na ostatniej wędrówce najpierw wdrapałyśmy się z Wnuczką na szczyt góry Ochsenberg  (907 m.n.p.m.), a potem wędrowałyśmy przez las, co rusz zachwycając się czymś. Czym? Trudno powiedzieć. W plenerze zawsze znajdujemy coś ciekawego do oglądania i fotografowania. 


Tak wygląda szczyt góry Ochsenberg, z którego z Wnuczką podziwiałyśmy 
nasze miasto. Pod krzyżem (znak szczytu) jest ławeczka, okalająca jego podstawę. 


Gorące słońce zachęca do dalszej wędrówki.


A po drodze... same dziwy. ;)



Widać, że drwale też lubią lato... I podobnie jak my, mają 
poczucie humoru.



Zmęczeni, ale radośni... I do następnej leśnej wędrówki!

sobota, 2 czerwca 2018

I po majówkach...

Szkoda, że maj już przeminął. To mój najukochańszy miesiąc w roku. A w tym roku był wyjątkowo piękny. W Polsce był zbyt upalny, ale tutaj upałów nie było. Większość dni była pogodna i słoneczna, z przyjemną temperaturą ca. 25 st. Jedyne co było nieco uciążliwe, to te nad wyraz intensywne pylenie. Dla alergików straszny czas. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek aż tak bardzo intensywne było. Pewnie dlatego, że było wietrznie i przede wszystkim bardzo sucho. Deszcz, poza kilkoma krótkimi burzami, w ogóle  nie padał. Pyłki kwiatów wdzierały się więc niemalże wszędzie. W mieszkaniu było ich pełno. Co rusz trzeba było odkurzać. A na szybach, z powodu porannej rosy, trzymały się najbardziej. Jakby je kto przykleił.
Po ulicach zaś jeździły niesamowicie brudne auta. Żadne mycie nie pomagało. Po chwili znów były przyprószone żółtym pyłem. A warstwa jego rosła z minuty na minutę.

Ja swoje auto myłam dwa razy, wreszcie dałam sobie spokój i czekałam cierpliwie na deszcz. Tak mi facet na myjni poradził. Czekać. To czekałam. I rzeczywiście, pierwszy potężny deszcz w ostatnim dniu maja wypłukał naklejony pył dokładnie. Poniekąd to logiczne. Z nawoskowanej karoserii pył łatwiej spływa.

Alergiczką na szczęście nie jestem, w pełni mogłam więc korzystać z łona majowej natury. I korzystałam. Już nawet nie pamiętam ile wycieczek rowerowych sobie urządziłam. Po kilka razy w tygodniu wybywałam do różnych miejsc. Wcześniej zaplanowanych, albo zupełnie spontanicznie. A że jeżdżę tylko przez lasy, to też śmiało mogę powiedzieć, że z łona majowej natury korzystałam ile się tylko dało. :)

Jedną z wycieczek była wycieczka na Raichberg. Zapragnęłam znów podziwiać bajeczny Zamek Hohenzollernów... I podziwiałam. Ale najpierw pedałowanie 25 km przez lasy.



Jeszcze tylko kilkaset metrów i Raichberg zdobyty.












Ze szczytu góry widać piękną panoramę.





I proszę bardzo... Jest i Zamek Hohenzollernów.



Wygląda jak w bajce.


O rany! Burza nadciąga... Jeszcze tylko kilka fotek i zmykam.



Halo, halo! Jest tam kto? Z odległości 20 km zaglądam i... widzę, że jest,
 i to nawet wiele osób. 


Oj, coraz bliżej grzmi. Trzeba brać nogi za pas. Dobrze, że mam
 rower. Będzie szybciej.


Byłam tu rowerem pierwszy raz 3 lata temu. Oto > link
Zaś sam Zamek Hohenzollernów opisałam > tutaj

wtorek, 22 maja 2018

Majówkowe pozdrowienia z zielonej krainy


Wiosna. Maj. I co tu dużo gadać... Zielono mi... Wszędzie.


Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.
(K. Wierzyński)


Kiedy jestem w plenerze, nieraz w myślach recytuję ten wiersz. Bardzo mi odpowiada. Do wiosny, do widoków, do mnie samej. ;)







Moje ulubione drzewo. Jest w nim coś, co mnie urzeka.


- Co ta Córcia tam wypatrzyła? Aramis, sprawdź.


Najmłodsza Wnuczka, podobnie jak babcia i Mama, kocha wiosnę.


U mnie w ogrodzie Wnusia zielono ma nie tylko w głowie. ;)

poniedziałek, 21 maja 2018

I jak tu nie kochać wiosny?


Wiosna to moja ukochana pora roku. Myślę, że chyba większość najbardziej kocha tę porę roku. Może niektórzy nawet sobie z tego sprawy nie zdają, ale z pewnością wiosną czują się najlepiej. Każdy żywy organizm preferuje wiosnę. Natura budzi się ze snu, z zimowego zawieszenia, to i człowiek odczuwa wzrost sił witalnych, wzmożenie aktywności, a co za tym idzie, chęć do życia.

Wiosną nasze wszystkie zmysły pracują na wysokich obrotach. Trzeba tylko wyjść z domu. Popatrzeć na te piękne obrazki dookoła. Powdychać pachnącego powietrza. Posłuchać śpiewów ptaków... I? No właśnie, i każdy wie, o czym mówię.








...I dalej w drogę! :)